Uwaga: do 20 września wystawa prezentowana jest w Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku - Galeria Kaplica Zapraszamy.„Stanąć na Księżycu” - artykuł Katarzyny Rakowskiej Gazeta Wyborcza Łódź, 15 czerwca 2009 str. 7 czytaj »
Światło z gwiazd i galaktyk niosące ich obraz w ciemności jest moją fascynacją z lat dziecięcych. Pamiętam, że rysując na szybie ich układ – aby śledzić ich ruch – wyobrażałem sobie podróże międzygalaktyczne oraz ich wygląd, nie zdając sobie sprawy z ich ogromu i różnorodnej materii, jaka wypełnia kosmos. Piękno wszechświata widzianego z okna bloku na 9 piętrze oraz wówczas wiara w to, że człowiek to piękna, niezależna i poszukująca istota – był w czasach realnego socjalizmu dodatkową ucieczką od smutnej rzeczywistości.
Od tamtej pory, wiem o nim nieco więcej, ale trudno jest ogarnąć umysłem coś nieskończonego i coś czego nie można dotknąć. Obraz nocnego nieba, kryje tak wiele, że nie da się go rozpatrywać w kategoriach tylko naukowych, czy tylko filozoficznych.
Wydaje się, że ten idylliczny obraz – człowieka w kontekście jego dokonań i tego ogromu wokół naszej planety, który implikuje pytania o sens istnienia – przechowywany w pamięci jako ślad (engram) w konfrontacji z realnością stworzoną przez nas samych nie wytrzymał żadnej próby. I chociaż wciąż mogę oglądać piękno płynące ze światła gwiazd, to świat i sam człowiek, który go kreuje, wygląda bardzo karłowato. Zygmunt Freud uważał, że ludzka megalomania została urażona trzykrotnie. Pierwszy zadał jej cios Kopernik, dowodząc, że ziemia nie jest w centrum wszechświata. Darwin, jako drugi, wskazał, że ludzkość nie jest rasą wybraną lecz jednym z wielu gatunków zwierząt. Wreszcie sam Freud wskazał, że nie istnieje autonomiczna dusza ludzka, lecz że ludzka psychika jest niewolnicą nieświadomych i nie dających się kontrolować sił z pogranicza fizjologii i psychiki. Można też zacytować Jacques Lacana, według którego dziecko, aby stało się „normalnym” człowiekiem musi odrzucić swój wyobrażony stosunek do swojej matki oraz narcyzm i zająć swoje miejsce w porządku symbolicznym, tj. strukturalnej sieci językowych i społecznych ról określanych przez rodzinę i otoczenie. Oczywiście nie są to żadne nowości, ale pytając się siebie zastanawiam się czemu zajmuje mnie to właśnie teraz? Czemu ten engram do mnie wraca w takim kontekście? Odpowiedź jest prosta i złożona, jasna i niejasna – zupełnie jak teoria kwantowa. Prosta – ponieważ widzę jak „przystosowuję” moją córkę do funkcjonowania w społeczności. A złożona, ponieważ nie widzę powodów aby tak czynić. Mój fantazmatyczny wszech-świat idei i wyobraźni – nie istnieje – nawet na smyczy genów (Richard Dawkins). Jak utrzymać tzw. pęd życiowy czy sens po orgii jak pisze Jean Baudrillard? Po orgii, którą Baudrillard określał mianem „eksplozywnego momentu nowoczesności, momentu wyzwolenia dokonującego się we wszelkich możliwych sferach”. Co robić kiedy tak naprawdę wszystko kręci się w koło, powoli rozpraszając się za każdym okrążeniem, a z nim wszelkie wartości, które z kolei nadawały kiedyś jakiś sens?
Nie mając gotowych odpowiedzi, a jedynie przeczucia, wyrażam je tworząc prace prezentowane na wystawie „Engram”.
Rysunki z cyklu „Teoria wszechświatów inflacyjnych albo to, co możemy zobaczyć w wannie podczas kąpieli” ("A Theory of Inflatable Universes, or What Can Be Seen in Bubble Bath…") są z jednej strony nawiązaniem do słynnej teorii Allana Gutha, rozwiniętej przez Andrjeja Lindego, dotyczącej początkowego modelu wszechświata, który prowadziłby do powstania takiego jaki znamy obecnie. Z drugiej, do prostej sytuacji, jaką można zaobserwować w wannie. Poprzez swoją misterną formę stanowią rodzaj medytacji. Wskazują też na wielość, potęgę wyobraźni ale i słabość teorii.
Instalacja „Biały karzeł” nawiązuje do terminu jaki używa się w fizyce w przypadku końcowego stadium ewolucji gwiazdy. Gest zastanowienia się nad kulą (za pomocą której można wyobrazić sobie czas bez początku i bez końca) trzymaną w ręku – w gruncie rzeczy jest pustym gestem. Kto dziś zastanawia się nad sensem (czegokolwiek) i ma na to czas? Wszystkie dane o „Białym karle” są jasne: zgaśnie. Ale jaką wartość miało jego trwanie i jak wygląda jego twarz?
Instalacja „Niewyraźny Astronauta albo jak się zgubić (w kosmosie)” to postać także tragiczna, samotnie patrząca w dal, niebo, mówiąca z niepokojem o swoim zagubieniu. To nawiązanie do kondycji naszej cywilizacji i to nie tylko podczas nieustającego globalnego kryzysu kapitalizmu czy aspektów wiary i nauki. Tak jak człowiek obecnie, postać ta jest półprzeźroczysta, niewyraźna, niejasna...W pracy tej zwracam uwagę również na czas. Zwolnione i rozszczepione zdjęcia sugerują nieznany nam w gruncie rzeczy kierunek czasu. Czas jako element, na który mamy wpływ jedynie wirtualnie.
„Stars” to iluzja. Jak pokazać coś, co wyzwala energię będącą falą i cząstką jednocześnie, a do tego jest niezwykłe. Skala mikro wykonana na miarę i warunki autora.
Niektórzy z nas próbują jednak coś zrozumieć. Łapią neutrina na Antarktydzie lub w nieczynnych kopalniach, a ciemną materię czy czarne dziury próbują „zobaczyć” dzięki specjalistycznym urządzeniom.
Praca „Pułapka na neutrina wzbudzająca kosmiczny kurz” jest dla widzów o silnej wyobraźni. I chociaż jesteśmy bombardowani non-stop neutrinami przechodzącymi przez nasze atomy, to trudno nam jest w to uwierzyć...
Praca wideo pt. „Rzeka” (“River”). Sytuacja odkryta i zarejestrowana pomiędzy Wrocławiem a Łodzią. Iskrząca się kolorami woda w połączeniu z jakąś substancją ropo-pochodną. Abstrakcyjny obraz, ale też smutne codzienne piękno, na które jesteśmy od dawna uodpornieni...
Mariusz Sołtysik
*Engram — ślad pamięciowy, pojęcie wprowadzone jeszcze na początku XX wieku przez Richarda Semona — to trwała zmiana w układzie nerwowym, wywołana przez jego chwilowe pobudzenie i odczytywana jako reprezentacja pewnych doznań, przeżyć, elementów środowiska wewnętrznego i zewnętrznego.biografia
Mariusz Sołtysik — Artysta pracujący w obrębie nowych mediów, choć nie rezygnujący także z malarstwa. Autor licznych instalacji przestrzennych, współtwórca Magazynu Kolorowego Gazety Wyborczej w latach 1994–1998, twórca filmów dokumentalnych.
W swojej twórczości zadaje pytania dotyczące percepcji rzeczywistości. Interesuje go relacja między elementem obiektywnym i subiektywnym w postrzeganiu zmysłowym, a także rolą świadomości i emocji w tym procesie. Stając po stronie subiektywności, tworzy prace, w których stara się wskazać na pozazmysłowe czynniki percepcji sztuki. Jak sam pisze: „ Projektując na papierze, płótnie lub w przestrzeni, bardziej zwracam uwagę na emanację, aurę pamiętając, że nie tylko widzenie jest jedynym źródłem postrzegania rzeczywistości”.
Jego malarstwo można postrzegać w relacji z nowojorskim nurtem Color Field Painting, szczególnie z pracami Barnetta-Newmana.
Jego instalacje mają charakter kontekstualny, choć także buduje całkowicie zamknięte przestrzenie o intymnym charakterze,w których tworzy, dzięki światłu i fluorescencyjnym powierzchniom, nastrój tajemnicy i niepewności. Używa w nich często obrazu wideo na niewielkich monitorach LCD, które stają się niejako kulminacją aranżacji przestrzennej.
linki:
strona autora – www.mariusz-soltysik.pl
The CamouFLASH Międzynarodowe Spotkania Artystówenglish